Doda to królowa show! Takiego koncertu nie zagrał żaden polski artysta 

28 stycznia 2024
Aquaria Tour efektownie dopłynęła do brzegu. Doda udowodniła, że jest królową scenicznego show na światowym poziomie. Wizjonerskie widowiska w Krakowie, Łodzi i Gdańsku ustanowiły nowy standard w polskim przemyśle rozrywkowym. Trudno będzie im dorównać, a prześcignąć – wydaje się prawie niemożliwe! Koncerty Dody w największych halach w Polsce przyciągnęły kilkadziesiąt tysięcy osób i na długo pozostaną w ich pamięci. 
 
Tegoroczna trasa koncertowa Dody obejmowała czołowe obiekty w Polsce: TAURON Arenę Kraków, Atlas Arenę w Łodzi oraz ERGO ARENĘ na pograniczu Gdańska i Sopotu. Była to kontynuacja polsatowskich występów, do których doszło jesienią ubiegłego roku. Jednak ich rozmach osiągnął o wiele wyższy poziom.  
 
Współpraca z Prestige MJM pokazała, że wszystko można robić bardzo sprawnie, bardzo dobrze i z uśmiechem na twarzy. Ponieważ koncerty w halach Doda reżyserowała już całkowicie sama, zmieniliśmy wiele elementów, dodaliśmy efekty specjalne, światło, utwory i zmodyfikowaliśmy scenariusz. To była już zupełnie inna bajka. Odbiór tych ludzi, którzy kupili bilety i przyszli na koncerty w dużych halach, był niesamowity. To jedno wielkie wow i nasza największa zapłata, bo fanom to się po prostu podobało. Kilka dni temu rozmawiałem z właścicielami Prestige MJM i wspólnie sobie powiedzieliśmy, że stworzyliśmy historię. Z całą świadomością podkreślam, że to, co udało się zrealizować, było czymś niesamowitym. W Polsce chyba nikt jeszcze tego nie zrobił w tak krótkim czasie i tak profesjonalnie. Stworzyliśmy historię, będę ją wspominał do końca życia i opowiadał moim wnukom – powiedział Rafał Bogacz, manager Dody tuż po ostatnim show na pograniczu Gdańska i Sopotu. 
 
Oprawa koncertów była niezwykła. Aquaria Tour okazała się prawdziwym widowiskiem, które przykuwało uwagę od pierwszych chwil. Fantastyczne efekty wizualne, dynamiczne oświetlenie i innowacyjne projekcje stworzyły wrażenie podróży przez magiczne akwaria, które doskonale wpisywały się w koncepcję projektu. Cała scena pulsowała życiem, podkreślając unikalność i świeżość. Show Dody nie było tylko prezentacją muzyczną, ale również teatralnym doświadczeniem. Zastosowanie różnorodnych kostiumów, interakcje z publicznością oraz dopracowane choreografie sprawiły, że koncerty były pełne nie tylko dźwięków, ale i kwintesencją najprawdziwszych emocji. Na każdym występie publiczność płakała ze wzruszenia, ale ostatni był rekordowym pod względem ilości wylanych łez. Oddani fani nie dowierzali, że to już ostatni koncert na trasie i prosili, by ten sen się nie kończył… 
 
 
Artystka potrafiła zaskakiwać, kreując niepowtarzalne momenty.  które pozostawiały widzów w osłupieniu. Doda to wyjeżdżała spod sceny, to opuszczała się na nią z góry na linie, innym razem unosiła się na platformie albo chodziła z parasolką, osłaniając się od… padającego deszczu. Do tego na ekranie pojawiały się kadry i motywy będące kierunkami w karierze artystki. Efektownie buchały ognie
 
Doda była oczywiście bohaterką koncertów, ale scenę dzieliła także z innymi artystami. Do każdego miasta zaprosiła gościa specjalnego. W Krakowie wystąpiła młodziutka Bryska, w Łodzi – Smolasty, a w Gdańsku/Sopocie – Lanberry. Swój show w trakcie każdego koncertu miały także drag queen, które przypominały wcielenia Dody z przeszłości. Ich performence wprowadzał humor i dużo zamieszania na scenie. Olbrzymie wrażenie zrobili tancerze z grupy East Side Dance Academy, występujący prawie do wszystkich utworów. Nie byli oni jedynie tłem, ale ważnym elementem show wyznaczającym jego dynamikę. 
 
Pomysły na oprawę, wygląd sceny, wizualizacje, stroje i efekty – niemal wszystko wymyśliła Doda. Ona też zajęła się reżyserią show i czuwała nad jego najdrobniejszymi szczegółami. Próby do wcześniejszych pięciu koncertów w studiu Polsatu oraz do kolejnych trzech halowych występów w ramach Aquaria Tour pochłonęły dziesiątki godzin. Wszystko po to, aby wznieść się na wyżyny i w stu procentach zrealizować założoną wizję artystyczną. 
 
To była wyjątkowa polska produkcja, ze sceną, jakby sam Justin Bieber miał przyjechać. Na pewno nie gorszą! Mieliśmy obrotowy podest, kilka wind, padający deszcz, świecące słońce i inne efekty. Tu było wszystko, co w tej chwili w technice scenicznej jest najnowocześniejsze. Samej dekoracji woziliśmy aż sześć tirów, a całego wyposażenia – 20 ciężarówek. To ogromne przedsięwzięcie, trwające za każdym razem 24 godziny, ale przy tym efektowne i dające wiele satysfakcji. Wyznaczyliśmy nowe standardy polskich produkcji koncertowych, bo takiego show, na światowym poziomie, nie zrobił dotąd żaden polski artysta!  – powiedział Marek Kurzawa z agencji Prestige MJM, organizującej koncert. 
 
 

Galeria